Ponad żarem i wewnętrznym chłodem (nie ma przecinków).
Cholera
Ponad lustrem w nim odbicie
nie zegnę przed nim kolan bo to zmięta, wieczna ja
Po strzaskaniu szkła umrą wszyscy modlący się do odbicia
Sięgając poza wzrok i dotyk betonu
przekreślając wszystkie słowa
Ciszą być bez szczęścia i celu
aż resztę ich zdusi pokora.
2010-07-14 ● 20:41:01
skomentuj (1)
Jesteście beznadziejną bandą pustych, pozbawionych smaku a gustu debili.
A ja was muszę znać. Ech.
***
Nie jesteśmy już nikim, jak ciągiem projekcji
i manipulacji tonem głosu.
Nie ma żadnego rozwiązania
gnębiące poczucie winy pozostaje
jestem brudna i skalana, jestem winna,
jestem tym z zewnątrz błyszczącym opakowaniem
ogłuszam się słowami obco brzmiącymi,
nutami dobrych uczuć
Jeśli widzisz mnie prawdziwą
powiedz, jak wyglądam i czuję
jak się uśmiecham
i czy jeszcze można mnie kochać
walczę z wiarą i klnę bogów
i zabijam pośmiertną nieśmiertelność
boję się wierzyć w trwanie i niezmienność
i drżę, chociaż nie śnieg i nie ból.
2010-06-21 ● 23:41:01
skomentuj (0)
Saga o podludziach.
Indywidualizm
oddychać inaczej
i wódkę pić i rzygać, i dupę podcierać -
odmiennie, bardziej imiennie, subtelniej
palcem po niebie głaszcząc
inne wzory z dymu tworzyć
inaczej kochać i cudzołożyć
zaznaczyć siebie w zagnieceniu kołdry
przestraszyć się własnego krzyku
jak obcego za plecami
po trzech łykach wolności
zalać się łzami
przełknąć złość, wybaczyć
czasami.
2010-06-15 ● 22:29:47
skomentuj (0)
Emizm. Nie, proszę.
Mózg paruje. Drobnica-sromota, w warunkach skandalicznych, i jeszcze z tym do ludzi. Aż by było zakazać, ale nie.
Mowa
co chcesz mi powiedzieć tłumionym śmiechem?
- czytam z dłoni
jestem rytmicznym oddechem
i uciekam od słów, z założenia będących tylko metaforami
- rozumiem po swojemu, często wcale
i boję się własnej duszy,
bo jest inna od innych, znanych.
Wilk
udowadnianie siebie na kolor i kształt rzeczywistości
przełożone
na język uczuć bez powodu
umieranie słowem zwracanie uwagi, że
że istnieje to
po co poezja obserwatorom uważnym i czułym empatom
po co poezja oświeconym czy można zmienić człowieka
tylko tym słowem istnienia jękiem istnienia
krzykiem desperacji samotnego stwo--
Nie, nie, upalny żal/r. Up/rojenie długopisem. No more.
2010-06-10 ● 18:26:24
skomentuj (3)
"(...) że moje życie nie jest tak ciekawe i ile będzie trzeba poświęcić i..."
Sówka
i ile stworzyć sztucznych marzeń i uśmiechów
złość, że jest się złym, gdy trzeba radości w człowieku
jak utrzymać płynne quo, jak trwać
gdy za oknem pędzi świat
wolności na długość smyczy, klatko od środka zamknięta
nikt nie pamięta, jak się skończyłaś szybko
dla marzeń, dla snów, dla ludzi pod wodą
nie chcę bać się zerwania smyczy, chociaż wszystko we mnie krzyczy -
sama ostaniesz.
amen - czucia niespodziane, nigdy nie wypowiedziane,
niemożliwe, nieskalane
tylko, tutaj, teraz, z tobą
daleko mi
2010-06-10 ● 18:24:12
skomentuj (0)
Proroctwo patologiczne.
Proszę, dziękuję, przepraszam.
***
z wolności
przyzwolenie los niech płynie jak woda
z biegu zdarzeń niezamierzonych, z ciągu, z pętli wokół --
możliwości względnie nieograniczone
czy naprawdę
bez powodu tak się boję?
potknięte w biegu zdarzenie wraca?
pominięte
pomięty syf wartości
2010-06-06 ● 12:04:44
skomentuj (1)
Radość rozpiera me serce. Frajerzy.
Kłody pod nogi
Bez tchu przeskakiwane odstępy między wyrazami
Zdyszane wahanie przed każdą pierwszą literą
Niewdzięczne sapanie nad nieznanym rymem
Przeżywam na nowo spisywane lęki
Przed kartką i biel jej kalającym pismem
Zaraz spalę się, jak tak można, ile jeszcze biec
przez zmęczenie, noc i banał, przez obawy powtórzeń
2010-06-03 ● 23:08:29
skomentuj (0)
Płaczę tylko dla siebie, nie nad sobą.
Tylko pisać
Pomagają tylko słowa
oczom się nie zagotować
mózgowi nie wyparować
Myśli nie wyraża mowa
wypisana piórem fobia
- błękitne wersy jak woda -
Język to spróchniała kłoda,
nie wypowie wszystkich bogactw
wersów, nie zastąpi boga
tekstów spisanych i podań
Nie pomoże dźwięczna mowa
gdy w kamień inne wryte słowa
Boże uchowaj
2010-06-03 ● 23:04:27
skomentuj (0)
Już mnie nie zniszczycie, gnoje.
***
Mogło się to nigdy nie wydarzyć
I nie stalibyśmy u stóp tej bramy
Łamać słowo, nie próbować marzyć
Oszukiwaliśmy siebie samych
Ściganie się z każdą sekundą
Ciągle boję się, że przegramy.
2010-06-03 ● 23:00:48
skomentuj (0)
Jesteście przerażająco zasadniczymi, ograniczonymi tępakami.
Ale mi Was nie żal.
***
Na poziomie sztuki
problem zaczął się już z długopisem
poszukując porządnych piszących przedmiotów
problem zaczął się z pierwszym wersem
teraz trzeba tworzyć, trudno
wyzwanie wymaga wysiłku.
Po ilu latach taki strach przed powrotem
do dalekich dróg dobra, dróg duszy
z każdym słowem granica ja-człowiek
ja-słowo
wokół wszystko wykruszy
poezja.
2010-06-03 ● 22:58:41
skomentuj (0)
Ileż godzin bezimiennych, ile nocy ciepłych, sennych, w świat wysłałam z marzeniami?
Razem
Gdy duch w proch, pokłon w zachwycie,
gdy giąć kark,
wiedz -
że to nie moje życie
jest odbite w twoich oczach.
Twarz i skóra w lustrze nieba
twarz jak księżyc i jak słońce
włosy w jedwab lejące
głos jak zgrzyt kamiennej trawy
i milczenie bardzo długie,
to prywatne nasze sprawy.
ruch jak cień i taniec słowa
kurzu pył w nim zawirował
przeszłość... co zostało, kiedy
noc już...
gwiazdy w oczach, w ranach w ciele
piękno czasem to zbyt wiele
i zbyt mało jednym razem.
życia czas zbyt długi
zabić jest we dwoje łatwiej...
Jak to się dzieje, że miesiąc po stworzeniu tego wiersza piszę opowiadanie pasujące nie zacz nastrojem, a fabułą (!) do niego? Jak to się dzieje, że po latach w słowach odnajduję obecną siebie? Poezja przyszłości, otwarty kanał, mili państwo. Nie wiem.
2008-04-10 ● 20:21:13
skomentuj (2)
Lecimy.
Drugi ośmiosylabowiec (przeważnie). Zadziwiające, jakiego natchnienia można dostać przy myciu podłogi. Wiersz wzniosły i romantyczny jak cholera, pisany między mopem a octem do szyb.
Słowa
tylko jakie blade słowa
ty wypowiesz bladym świtem
gdy wspomnienie czerni nocy
miesza się z nieba błękitem
kiedy w chwili między życiem
snem a jawą, niedokładnej
mnie odnajdziesz
w kości starej
w rzece wiernej
nieodgadły uśmiech i spojrzenie jedno,
które w czyny zmienia słowa:
ciebie kocham -
takie sedno.
2008-04-05 ● 15:01:29
skomentuj (0)
I wróciłam.
Żarty, żarty z tym wypaleniem. Może na lepszy czas czekałam, na inne lata?
Dom
a w tym nie ma nic wzniosłego,
cały patos słów w rozmowie
z własną twarzą w pustym domu
pada z ust słowo po słowie
ginie w formie treść podniosła
sens przyziemny i głupawy
sprawa życia oczywista
i te sprawy, ludzkie sprawy.
Gdzie tu miłość
w pustym domu
w ścianach giną puste słowa
kto je wyrzekł, na co komu
niepotrzebna ta rozmowa...
w końcu tego, co je wyrzekł
nic nie może uratować.
Przed czym, moi mili, jak myślicie?
Bardzo się cieszę, że wróciłam. Pół-regularne ośmiosylabowce jakoś mi najbardziej pasują.
2008-04-05 ● 14:40:56
skomentuj (0)
Myślicie, że można sie wypalić lirycznie?
***
Chcę przez różowe chmury na świat patrzeć,
a tylko szybciej bije serce,
nic więcej.
Marzeń światło oślepia,
aż nie mogę
spojrzeć w twarz...
osobie
przepis na szczęście z ideałów
i jego koniec
nieszczęśliwy.
2007-11-20 ● 20:02:07
skomentuj (2)
A w kobiałce malowanej...
Wolność
A w śmierć jego uwierzyła
młoda mu kochana, miła
i naiwna w swej piękności,
pełna strachu i słabości.
Ciało jego położyła
młoda, smutna żona była
na pogrzebnym czarnym stosie
co miał być topiony w fosie.
Nim się ocknął, zimna woda
w dół ciągnęła go jak kłoda
księżyć w oczy mu niemartwe
świecił znad wód nic nie wartym
blaskiem.
Który nie zagaśnie
w oczach młodej wdowy właśnie,
odkąd po jej mężu byłym
pamięć zajął chłop tak miły.
Bo choć miłość wielka była,
wszystko kiedyś z czasem mija.
Wraz ze śmiercią, czarnym kirem
wolność spływa na dziewczynę.
Nawet, jeśli śmierć ta sztuczna
życiem była, grą w uczucia -
raz się rzekło, ciało na dnie
płacze, topiąc się tak marnie.
Miłość prostą nigdy nie jest:
raz to pieniądz, raz interes
Bo w naszym współczesnym świecie
za karę się rodzi dziecię.
Nie, żeby mnie to dotyczyło. Gdzieżby tam. Przynajmniej nie w takim stopniu. Może metaforycznie. Czy jedno musi umrzeć, by drugiemu skrzydła wyrosły? Jakież to smutne. Serio piszę.
Najszczerszą prawdę, na jaką się ośmielę. Ponoć człowiek kłamie od 2 do 200 razy dziennie.
Dostałam wiele cennych rad odnośnie wierszy pisania. Oczywiście, dostałam je już po napisaniu tego przekleństwa. Ten gawędziarski styl ogranicza tylko ilość rymów, bo tak nawijać można długo. Jej, ależ mi smutno. Jej, ależ to pathetic.
2007-09-27 ● 20:34:12
skomentuj (1)
Miłośnikom sztuki nowoczesnej, inspirowanej
MOWA WAMPIRÓW
(dramat)
postacie:
KOBIETA - kredowobiała skóra i włosy, ubrana w obcisły, biały kostium.
MĘŻCZYZNA - kredowobiała skóra i włosy, ubrany w obcisły, biały kostium.
STWÓR - przygarbiona, przemykająca się chyłkiem postać; ubrany w czarne łachmany, z białą maską na twarzy.
WAMP - młoda, wyzywająca dziewczyna; z ostrym makijażem, strój stylizowany na "erotic gotha", czarne koronki, lateks, czerwone glany.
NARRATOR - bezcielesny, męski głos, dobiegający z góry.
BALETNICE "BIAŁE MYSZY" - metaforyczne boginki narkotyków w postaci urojeń, ubane w białe, baletowe spódniczki z tiulu, tańczące w dużej grupie.
BALETNICE "ŻYWY OGIEŃ" - metaforyczne boginki ognia w postaci urojeń, ubrane w czerwono-czarne, obcisle kostiumy, tańczące w dużej grupie.
dramat:
KOBIETA wchodzi na scenę z prawej strony, sztywnym, żołnierskim krokiem, zwrócona do widza lewym profilem. Staje nieruchomo pośrodku sceny.
KOBIETA (krzyczy, wyciągając ręce w dramatycznym geście): Ach! Ach! Mrok!
MĘŻCZYZNA wchodzi na scenę z drugiej strony, j. w.. Zatrzymuje się naprzeciwko KOBIETY.
MĘŻCZYZNA (syczy, wyciągając ręce w kierunku KOBIETY): Krew!
KOBIETA (radośnie, z zainteresowaniem): Wampir! Krew!
STWÓR wpełza na scenę, kuca pomiędzy KOBIETĄ a MĘŻCZYZNĄ, zwrócony przodem do widowni.
STWÓR (złowieszczym szeptem): Śmierć! W białej trum...
MĘŻCZYZNA kopie STWORA, przerywając mu. STWÓR turla się po ziemi i ucieka, skomląc.
MĘŻCZYZNA (woła w kierunku STWORA): Straszysz ich, nierządna rzeczywistości!
KOBIETA (nieruchoma i zimna): Daj umrzeć faktom.
WAMP wchodzi na scenę wyzywającym krokiem. Staje pomiędzy KOBIETĄ a MĘŻCZYZNĄ, za nimi.
WAMP (krzyczy piskliwym głosem): Jesteście żałośni! Tu nie ma mroku.
MĘŻCZYZNA (odpowiada bez emocji, stojąc nieruchomo): Tu jest krew...
STWÓR (szepcze spoza sceny): Śmierć!
KOBIETA (niewzruszona analogicznie do MĘŻCZYZNY): Tu jest kostnica marzeń.
WAMP wychodzi przed nich, teatralnie wzdycha, okręca się wokół MĘŻCZYZNY, zarzucając mu ręce na szyję. MĘŻCZYZNA ignoruje ją. WAMP kuli się i ucieka.
KOBIETA (głośno myśląc): Dlaczego? Co stało się z wojną?
MĘŻCZYZNA (ostro i racjonalnie): Nie zaśmiecaj umysłu sensem.
KOBIETA (ignorując go): Gdzie jest ten mój świat... (spaceruje po scenie, pogrążona w swoich myślach nie zauważa MĘŻCZYZNY) Dlaczego nie umrę dzisiaj?
STWÓR (spoza sceny, chichocząc): Śmierć dzisiaj oszczędzi ci zmartwień jutro!
KOBIETA (krzyczy histerycznie): Umrę! W tańcu białych myszy...
Na scenę wbiegają białe BALETNICE. Wirują wokół KOBIETY, która z lubością obraca się w środku ich kręgu. Śmieje się nieprzytomnie. BALETNICE obsypują ją białym proszkiem. KOBIETA upada na ziemię. Taniec ustaje, BALETNICE nachylają się nad nią, teraz poważne i ciche. Chwytają KOBNIETĘ za nogi i wywlekają ze sceny. MĘŻCZYZNA nadal stoi na baczność, patrząc przed siebie. STWÓR wychodzi na scenę, mijając obojętnie BALETNICE. Podbiega do MĘŻCZYZNY i staje naprzeciw niego.
STWÓR (skrzekliwie): Śmierć nie rodzi, popiół nie rodzi...
MĘŻCZYZNA (gniewnie): Niechże ona sama powie.
STWÓR: Nie! (chodzi wokół MĘŻCZYZNY, który próbuje go uderzyć, lecz bez skutku) Nie może rodzić Śmierć. Nie może dać. Nie może powiedzieć.
MĘŻCZYZNA (z rozpaczą w głosie): Dlaczego?!
STWÓR (z mściwą satysfakcją): Ty też wkrótce umrzesz. Świat to śmierć. Za dużo nie możesz wiedzieć. (ucieka ze sceny)
MĘŻCZYZNA (do siebie): Jesteśmy światem.
NARRATOR (odpowiada mu niespodziewanie, jakby przez cały czas słuchał rozmowy): Jesteśmy złudzeniem.
MĘŻCZYZNA (dyskutuje, miotając się po scenie): Śmierć nie jest bogiem.
NARRATOR (nieporuszonym, bezbarwnym, spokojnym głosem): Śmierć jest prawdą.
MĘŻCZYZNA: Nie jesteś Śmiercią.
NARRATOR (j.w.): Nie jesteśmy niczym.
MĘŻCZYZNA (po chwili ciszy zmieniając temat): Dlaczego nie tańczą? (po przeciągającym się milczeniu) Są sekrety.
NARRATOR (cytując): Wysoko, by człowiek nie dosięgł.
Ma scenę wybiegają BALETNICE OGNIA. Otaczają MĘŻCZYZNĘ wirującym kręgiem.
BALETNICE (wysokim, bezbarwnym jednogłosem): Tańczymy.
MĘŻCZYZNA (przestraszony, starając się je przekrzyczeć): Chciałem wiedzieć...
BALETNICE (j.w.): Ofiaro całopalna, wiedza to śmiertelna potęga. Śmierć cię nie urodzi, martwe są jej plony.
Zacieśniają krąg wokół MĘŻCZYZNY. MĘŻCZYZNA stara się uciec, lecz bez skutku.
MĘŻCZYZNA (w panice): Jestem wampirem! Żyję życiem, uśmiercam mój świat!
NARRATOR (z okrutną obojętnością): Ogień oczyszcza.
MĘZCZYZNA pali się i upada; BALETNICE wywlekają go ze sceny, jak wcześniej KOBIETĘ. Białe swiatło oświetla przez chwilę pustą scenę. Wchodzi WAMP, rozglądając się.
WAMP (smutno): Puste to życie...
NARRATOR: Tak.
WAMP (z pochyloną głową, do siebie): Nie. Ciemność nie jest pusta. Niech będzie mrok pełen dusz i łez.
NARRATOR: Stań się swoim życiem.
WAMP: To takie patetyczne! To nierealne!
Szlochając, WAMP zbiega ze sceny. Światło gaśnie, po chwili zapala się ponownie. Na scenie w szeregu stoją wszyscy występujący aktorzy, BALETNICE białe i czerwono-czarne na przemian w szeregu w tle.
NARRATOR (z góry, podsumowując): Żyjemy samotnie. Żyjemy, jak oddychamy. Żyjemy jak najlepiej. (po długiej chwili ciszy) Jeszcze żyjemy.
Aktorzy kłaniają się i schodzą ze sceny. Opada czarna kurtyna.
KONIEC
2007-08-04 ● 21:09:23
skomentuj (1)
Dumna jestem.
Kobieta
Śmierć tej
która poczęła, nie zawiadomiwszy nikogo
i ośmieliła się złotą nicią
tkać samej minuty swojego życia
Niechże ona, nieprzystosowana
znormalnieje
a jej serce stopi się jak miedź z nadmiaru ognia
Tajemnica pogrzebie jej łono
zimna śmierć sprośnej duszy
i obscenicznym pół-świętom
Nic nie warte wasze złoto
taniec dusza krew
niechże na zawsze zamrze ich śpiew
Mocno czuć tu "Biegnącą z wilkami", jeśli ktoś czytał. Tematyka to proces udomowienia Dzikiej Kobiety i zabijanie jej duszy, utraca naturalnych instynktów, "znormalnienie".
"Moonflower" - Yuki Kajiura.
2007-07-28 ● 22:18:37
skomentuj (1)
Obejrzałam właśnie
Życie to
Były pytania, sen i łzy na poduszce
Piękny deszcz nadziei jak białe pióra
Życie podróżą,
szukaniem,
rzeką emocji
Wielkie czyny codzienne
wyznanie walki codziennej
Aż wyszczerbiły się miecze,
stępiły i zardzewiały od krwi.
Walczyli przez wieczność,
aż minęło ich życie,
walczyli o śmierć,
kogo prędzej zabierze.
Walczący ze sobą i światem,
choć dawno już zapadł zmrok.
Nie chcę popadać w patetyzm. Jeśli popadłam, mówcie. Tylko ten film mnie załamał. Płakałam jak ci mężczyźni. Kobieta była najsilniejsza, musiała być silna. Środkowa strofa to najszybsze natchnienie, reszta wiersza ozdabia ją niczym rama obraz.
Mam kilka wierszy z początku czerwca, ale z powodu remontu wszystkie znalazły się w kartonach i nie mogę ich teraz znaleźć. Dostaniecie je po wakacjach. Nie ma czego żałować.
2007-06-22 ● 22:51:13
skomentuj (1)
Czy tego już nie było?
Oczy
Piaskiem w oczy wrogu, zęby jego ostre
błysk w oku, za dużo w nim potężnej wody.
Woda spada z nieba! Łzy nie są słone.
Ucieczka od niewoli do wielkiej swobody.
Zimno w pełnym blasku-błysku ognia
w drugim wrogim oku
ciągle widzi je w odbiciu wody ofiara.
Wiatr i pył chwytają jej bieg za sznur na szyi.
Okiełznana siła, głos, co śpiewa w lesie
Ja wiem, on wie, uciekaj przez ogień.
2007-05-27 ● 16:38:10
skomentuj (3)
Formę tracę. Słowa wymykają się z warkocza... rozsypane jak sól kręgu.
***
Świat mówi nam: sen i oczy otwarte
ukryte są w cieniu
cuda wszystkie szczerozłote, piękne i puste!
Skóra cienka i biała jak papier,
zwiędły liść niesiony wiatrem zabija ją.
Świat jest piękny w swoim królestwie
my zmieniamy wrażliwe płatki kwiatów.
Bawimy się, bawmy się cudownością świata!
w naszych snach są różane cmentarze,
fascynują i ciągną ku sobie złe dusze.
Niech im będzie dobrze bogato...
W świecie wiecznego zapomnienia.
2007-05-27 ● 16:29:37
skomentuj (0)
Dziwne i tłumione rzeczy.
Pytania
Daleko uciec. Nie słychać głosów,
śmiechu.
Wzbierającej, głupiej rozpaczy.
Czy boję się?
O...
Słup gorącego wstydu i smutku w gardle
okropny ten stan.
Nie chcę walczyć
z niezrozumieniem.
Nie rozumiem tego.
Skąd wiedzieć, czemu
nie rozumieją oni?
Nie musieliście pytać.
Nie chcę przypierać do muru
ani zamykać w piwnicy strachów.
2007-05-27 ● 16:25:31
skomentuj (0)
A krótko i nerkowato. Ot, ewolucyjne szaleństwa...
Statystyka
A nasze życie jest statystyką:
ósma część duszy i dziecka półtorej.
Jest ślepa radość i głośna muzyka,
co wypłukuje z umysłu rozum.
Witaminy z plastiku dawno już nie człowiek,
popija destylowanym sokiem z pomarańczy.
Piękny świat w trzech miejscach - tam jedź na wakacje,
gdy dotkniesz jednej dwunastej roku życia.
Piękni są ludzie z oczami ze szkła,
ich tresowane dzieci
ich blaszane psy
Rytm życia to pierdnięcia zwykłe cesarza.
Gorycz szarego płótna, i juty na głowie -
zielona mila to jedyna dla cię odpowiedź.
2007-05-14 ● 21:17:06
skomentuj (0)
Miłośnikom polskiego średniowiecza polecamy sfinks.blog.pl
***
Trzeba zamknąć oczy przed Słońcem,
które razi.
Płynne złoto.
Blask magii, synowie jego posłuszni i córki
córki oświetla trupia biel,
ich bogini. Śmierć jej!
Wojna. Wybuch i dym.
Pył opada na trupy Słońca.
Legenda umarła i rozszarpują ją sępy,
a robactwo składa w niej jaja.
Rytuał zwycięstwa wymaga ofiar.
Księżyc uwierzył w bajkę i daje siebie...
spalić. Zły rumieniec i nie ma niczego.
Płoną stosy, a niebo jest czarne i świeci swoimi oczami,
których są tysiące.
Niebo patrzy.
Niebo płacze, jego łzy syczą na smołowych pochodniach.
Trwa taniec.
Wszyscy tańczą.
A wiersz jest z siedemnastego lutego be er.
2007-04-19 ● 17:58:37
skomentuj (2)
Weź pożyczkę, a drugie tyle możesz dostać gratis!
Żarty. Bo i wierszadło nabazgrane na ulotce banku, promocji pozyczkowej. Świąteczna promocja! Między kuszącym Arialem kłamstw brutto wciśnięte niewyraźne linijki. Co godzinę wygrywa jeden Klient! Skreślenia na kolorowych ramkach papieru kredowego.
Jeśli Twój SMS zostanie zarejestrowany jako pierwszy o danej pełnej godzinie, wygrywasz równowartość pożyczki.
Królowa
Ten świat,
po którym chodzi
i na którym rosną drzewa
jest ogromny.
Mieści się w nim
wszystko
jak jeden człowiek to wszechświat
Nieskończoność w blasku ognia.
Tragedia narodu
po którym stąpa i płacze
po trupach, co ich pomór,
a ją nie.
Jest korona z ziemi
ze złota
i z kości
z tego samego żywiołu.
Ona depcze ziemię
odejmiemy jej nogę i damy za berło
Coby z jej łez wziąć sól
grę słów
śmiech wygasły z oczu
i śmierć
a pozna przyczyny,
jej łzy wyschną.
Wysłucha klątwy i sama
zagierzgnie sznur.
To też pasuje do Donny. Nieśmiertelna Donna.
Potrzebuję bohaterki-bohatera, którego opiewać będą moje strofy.
Im większa pożyczka, tym większa wygrana!
2007-04-04 ● 20:14:30
skomentuj (2)
Umarł król, niech żyje król. Wiersz recytatorski z interpretacją.
Mój wielki debiut z recytacją, ba - z całym repertuarem teatralnym. Inspiracja wyciśnięta z Mickiewiczowej "Inwokacji" do atramentu ostatniej kropli z pióra (parafraza "Roty" Konopnickiej:
do krwi ostatniej kropli z żył). Ale to już takie szczegóły są.
Piękno
Uśmiechali się i brzmiały śpiewy
szumiały drzewa,
krzyczały ptaki im do wtóru;
był księżyc i śpiewy, wszyscy
tańczyli w kole.
Aż minął ich czas.
Srebro błyszczało
i wszyscy byli piękni.
Śpiewali radośnie, ptaki uciekły
tylko ciemnością świeciły oczy.
Mgła kryła stopy i dłonie
które lśniły jak gwiazdy
ich oczy mrugały jak gwiazdy
tańczyli na nieboskłonie.
Nie można tańczyć, bo stopy krwawią
nie rosną kwiaty
rosną szklane paciorki
piękne, bolesne
stopy krwawią.
W ciszy. Oczy milkły,
śpiew dławiły obręcze świecące jak ogień.
Stali w kręgu i byli wszystkim.
Była Śmierć i Życie i Miłość
wszyscy ślepi i nie ma w nich Człowieka,
by się uśmiechał.
Przyszedł Czas bez złotych obręczy i kolorowego szkła.
Stanął w ich kręgu.
Nadszedł ich czas.
Dośc naiwny wierszyk o nieskomplikowanej metaforze, acz skomplikowanym łańcuchu skojarzeń. Jak zwykle, wszyscy umierają, więc wiersz mówi o radości życia. Przy czym to początkowe szczęście degraduje się pod wpływem materializacji wartości, komercji i konsumpcji - to jest właśnie ta moja płytka metafora odnosząca się do szklanych koralików, srebra i złota (z poprzedniej lipiki; "złote obręcze" to naszyjniki).
Pogarszanie się stanu ludzkości (generalizując tancerzy w kręgu, krąg - Ziemia, jedność, równość człowieka), widoczne jest najpierw przez ucieczkę ptaków i ciemność w oczach, czyli zniszczenie przyrody i zatracenie emocji ("znieczulica"). Potem mgła, czyli wstyd, ale nie przed nagością, tylko przed swoimi czynami: chęć ukrycia dłoni (dawanie, dzielenie się, tworzenie) i stóp (rozwój, dążenie do szczęścia), czyli oba te symbole zą "zablokowane", tym samym ludzie mentalnie stoją w miejscu. "Które lśniły jak gwiazdy" jest także do błyskotek, czyli wpływie materializacji na wszystkie dziedziny życia duchowego człowieka. Pojawia się tez taniec na niebie, w chmurach, czyli ucieczka od rzeczywistości, głębiej - nawet sięgnięcie po używki ("haj"). Wiadomośc od podświadomości o potrzebie zmiany wyniszczającego trybu życia zostaje zignorowana. Powoduje to w końcu rany fizyczne, czyli krwawiące stopy (całkowiecie zatrzymany samorozwój). Na miejsce natury, intuicji, pojawiają się "szklane paciorki", piękne, ale rozcinające skórę przy nadepnięciu (nie to, co kwiaty).
Cisza do odwzorowanie braku komunikacji między ludźmi, zamknięcie się jednostek w sobie. Emocje nie istnieją, ludzi ogarnęła powszechna znieczulica, nic ich nie cieszy i nie smuci. Aha, tę komunikację niszczy właśnie materializacja pragnień, tu: złotych obręczy - mogą one przejśc w złote obroże, złote klatki, która nas więrzą, a wtedy nie ma znaczenia piękny połysk w słońcu. Ludzie stają się samowystarczalni (zgubny skutek rozwoju techniki, ewolucji): "byli wszystkim". Panują nad śmiercią i życiem, miłością i nienawiścią dzięki "nauce". W rzeczywistości jednak są "ślepi", czyli niezdolni do obserwacji przyrody, drugiego człowieka, siebie. Zatraca się w nich człowieczeństwo, radość.
Kulminacją jest zakamuflowana śmierć całej cywilizacji (zakamuflowana np. wojną, serią samobójstw, bezpłodnością). Taka smierć wydaje się "niegodna" (nie ma błyszczących ozdób). "Czas", powolna śmierć, miesza się z ludźmi, aż jest już za późno, już stoi z ich kręgu i patrzy czarnymi oczami w puste oczy.
Można jednak iść inną drogą i interpretować stopniowe samowyniszczenie jako zatracanie ludzkich cech charakteru: pomocy innych ludziom etc.
Można szukać znaczeń pojedynczych słów: ciekawą grą jest tytuł wiersza, po staroirlandzku "Eibleann", czyli nazwa mojego zespołu tanecznego. Z miejsca mówię, że to taki żart (w iwerszu postanie "tańczą" w kręgu) i nie ma nic wspólnego z zespołem jako takim :)
Dalsza interpretacja to int. sceniczna, recytatorska. Pierwsza zwrotka recytowana jest z opuszczoną głową, cień na całą twarz przy świetle z góry. Druga - podniesienie twarzy, widać usta, trzecia - nos, od czwartej cała twarz na wprost do widowni.
Poza tym, pozorne piękno zimnych, bezuczuciowych ludzi trąci też o literaturę, jak "Panowie i Damy" Pratchetta; elfy są tam ukazane jako piękne zewnętrznie, lecz okrutne i pozbawione uczuć względem innych osób.
Właścwie, taka interpretacja tyczy się większości współczesnej poezji.
A powtórzenia są celowe.
2007-03-22 ● 20:55:09
skomentuj (2)
Angielskie rymy na ukos, niewyraźna inspiracja.
Angels
Through the hell, burning floor
walking lonely, see the door
to your heavenly revenge
on black angels, awful strange
to your soul, innocent, clean
kill your dreams, see the real
world.
Okrutny sarkazm.
Tak to już jest...?
2007-03-16 ● 21:44:07
skomentuj (1)
Aj-aj, hoc-hoc, lipika w ciemną noc.
Łeż
Jak pragniesz uwieść mnie, złoto dać, gdy ja plunę w twarz?
Nie wiadomo, jak długo w gorącej wodzie gotuję, wciąż błyszczy mdło. Nigdy nie zapachnie jak wole ścierwo.
Nie uniesie się kożuch z koziego mleka na pięknym srebrze. Koza śmierdzi i trzeba ją karmić, a srebro można nosić na szyi i być pięknym.
Delikatną twoją dłoń konopna nić przecina, plamy ciemne od cebra ze starego drewna.
Tiul i jedwab to szmaty. Batystem przewiązuje się kozie ranną nogę.
Zdrowie jest w zimnej wodzie i wschodzie słońca, a w gorzkich proszkach* jest śmierć.
* w senise w chininie, na przykład.
To łeż jedna wielka, zakupiona od Pratchetta za piracki bezcen. Bo za tego życia kozy to jeno w ZOO się oglądało, a o batyście w książkach czytało.
2007-03-07 ● 19:51:05
skomentuj (0)
Ot, rymowanka.
Recykling
Kiedy brakuje tych wartości,
gdy w miejsce mięsa gołe kości,
kulturę dźga szabla głuchej muzyki.
Mozart - zbyt głośne, puste ryki.
Ambitne hasła i transparenty,
a pode nimi żule i męty
są podpisani.
Zbyt dużo ludzi codzień się tłoczy,
ich indywidualizm aż kłuje w oczy.
Zbyt mało Śmierci - pokornej, skromnej, w probówce
zamkniętej i nieprzytomnej.
Wśród zieleni i czerni historii
żegnajcie, martwi nasi potomni.
Stara niby serwetka a jara, bo zrazu nie taka zła. Hm?
2007-03-07 ● 19:44:09
skomentuj (1)
Nawet tematu nie wymyślę, żeby przypadkiem nikogo nie zaciekawić. To jest tylko sumienność.
Testament
Przygotowanie na śmierć
co chcę powiedzieć z drugiej strony mostu.
Moja śmierć zmieni świat,
bo jest go mniej, ubywa krwi.
Ręce drżą, rozlewają wino.
Głos z lustra krzyczy z bólu.
Miną
te straszne czasy! Kiedy między lasy
zamknie się ziemia nad twarzą człowieka.
Nostalgia i łzy przesolone,
okrzyk tęstnoty szarego ptaka.
Kwiaty białe, ich liście zielone
rosną na grobie zmarlego na raka*.
Łańcuchem ogrodzone, pies na końcu warczy
W naszym umyśle dzikie ziwerzęta
umierają.
* też przychodzi Wam na myśl "pijaka"?
Słabo. Jednakowoż, inaczej Mickiewicz nie inspiruje.
2007-03-07 ● 19:34:02
skomentuj (1)
Ewolucja, a wszystko płynie w metabolicznym kole.
Jedwab
Daleko ode mnie,
blisko końca świata,
gdzie nie ma mnie.
Jestem wiecznością
Wokół mnie jest nieskończoność.
Żywi mnie dym spalonych ofiar i ich krwi.
Smutek to tylko emocja.
Jest złudzieniem, które mija.
W tkaninie jest wiele nici.
W człowieku życie gaśnie,
umiera wola i duma paruje przez oczy.
Jest noc, na niebie są chmury,
a nikt nie widzi cieni,
które krwawią.
Nic im nie pomoże,
nie zabijesz martwego
przez oczy.
Nie zniszczysz ciemności.
Wieczność jest nieskończona.
Jest złodziejem nas.
Kto nas okrada?
Duszę sprzedaliśmy. Napiłam się krwi.
Mogę umrzeć, a łzy parują na twarzach.
2007-03-07 ● 19:25:58
skomentuj (0)